Wyrzuć brzytwę i podbij świat, czyli „Gigantyczna broda która była złem” Stephena Collinsa

17 września 2015
Jakiś przebłysk geniuszu nakazał rysownikowi Guardiana zatytułować swój debiutancki album Gigantyczna broda, która była złem. A obok takie sformułowanego tytułu, intrygującego w swojej dziecinnej wręcz prostocie, trudno przejść obojętnie. Wystarczy krótkie spojrzenie na okładkę aby kąciki ust delikatnie uniosły się nam do góry w ni to rozbawieniu, ni to zaciekawieniu, a stąd już tylko mały krok do otwarcia komiksu. Po tym jesteśmy już straceni – wciąga nas gigantyczna broda. Która była złem, rzecz jasna.

Pod kudłatą fasadą skołtunionego zarostu kryje się urocza baśń dla dorosłych, która za pomocą prostych środków próbuje odkryć przed czytelnikiem głębsze prawdy. Bohaterem komiksu jest Dave – mieszkaniec Tutaj, samotnej wyspy otoczonej wodami czarnego i budzącego grozę morza. Tutaj to stolica wszelkiego spokoju, uporządkowania i stagnacji. Wszystko tu jest takie same – ludzie są tacy sami (wszyscy schludni i pozbawieni zarostu), ulice są takie same i dni również upływają tak samo. Mieszkańcy Tutaj zdają się nie odczuwać żadnych wyższych potrzeb, poza przeżyciem kolejnego dnia w identyczny, niczym nie zmącony sposób. Nawet nazwy firm na Tutaj są podobne – nazwy wszystkich składają się z kombinacji dwóch liter, a kwestia tego, czym się zajmują jest tak samo enigmatyczna jak ich szyldy. Jedyną rzeczą, która jest w stanie zaburzyć spokój beznadziejnie nudnej egzystencji Tutajczyków jest mglista wizja tego, co znajduje się za morzem – tego co jest TAM.
broda1
Kiedy więc pewnego dnia, na twarzy Dave’a nagle dosłownie WYBUCHA bujna jak u drwala broda, konsekwencje tego braku schludności dosięgną nie tylko jego, ale i wszystkich mieszkańców Tutaj. Ponieważ to nie jest zwykły zarost – to ucieleśnienie wszystkich lęków mieszkańców wyspy i jego pojawienie się jest jak naplucie w twarz lokalnemu społeczeństwu, jego prawom, tradycjom, a przede wszystkim  schludności.

Gigantyczna broda która była złem to historia o strachu przed nieznanym. A także o niechęci do zmian i wszystkiego co nowe. I wydaje się być na tyle uniwersalna, że możemy ją interpretować dowolnie, w zależności od tego z jakimi rodzajami podobnych lęków sami się wcześniej zetknęliśmy. Można w niej odnaleźć wiele elementów typowych dla baśni – osadzenie akcji w fikcyjnym, niedookreślonym miejscu czy symbolizm ukryty w nazwach (Tutaj – znane, Tam – obce i przerażające) i w końcu morał. Jednocześnie reakcja mieszkańców Tutaj na zagrażającą ich spokojowi brodę jest zupełnie niebaśniowa i do bólu znajoma – ciekawość zamienia się w strach, strach w agresję, a ta w bezkompromisową walkę o własny komfort, bez oglądania się na los Dave’a.
gigantic-beard-evil-stephen-collins
Ale bez obaw – to wszystko tylko brzmi przygnębiająco, w rzeczywistości forma komiksu jest bardzo lekka i owiana oparami surrealizmu – Collins w dowcipny sposób piętnuje ślepe społeczne odruchy, bezrefleksyjną pracę w korpo i irracjonalny lęk przed wszystkim co nowe. Trudno się nie uśmiechnąć widząc jak wielką panikę w Tutaj wzbudza zwykła (no może nie do końca) broda i na ile absurdalnych sposób można wpleść ją w historię, tak żeby dla bohaterów była tak samo przerażająca, jak dla nas śmieszna.

Oprawa graficzna komiksu jest fantastyczna. Choć utrzymana w tonach szarości, robi niesamowite wrażenie i nie sposób nie wpaść w podziw na widok tego całego ogromu pracy, jaki Collins w nią włożył  (stworzenie całego komiksu zajęło mu bodajże dwa lata) – widać tu każde, najmniejsze pociągnięcie ołówka; całe cieniowanie i wypełnienie złożone jest z niezliczonej liczby pojedynczych kresek, które można policzyć gołym okiem. W pewien sposób filozofia tworzenia takiego dzieła musiała współgrać z podejściem do życia mieszkańców Tutaj – wyobrażam sobie jak bardzo monotonne i powtarzalne musiało być wykonywanie tego samego ruchu ręką przez kilkadziesiąt minut, aby tylko zapełnić mały fragment sceny. Design w Brodzie jest wybitnie prosty i niewiele różni się od pasków Collinsa publikowanych w Guardianie – nie znaczy to jednak, że jest niedopracowany. Styl rysunków idealnie pasuje do opowiadanej historii, a takie schematyczne przestawienie postaci (wyraźnie nawiązujące do grafik prasowych) jedynie podkreśla jej uniwersalność.

Jestem ogromną fanką takich komiksów – artystycznie wyrazistych, ale nie przytłaczających ciężarem omawianych problemów. Pomimo tego, że pod powierzchnią czarno-białych kadrów autor z pewnością chciał przemycić ważne przesłanie, Gigantyczna broda pozostaje komiksem lekkim i zabawnym, w sam raz na jeden wieczór. 

Tytuł: Gigantyczna broda która była złem

Scenariusz i rysunki: Stephen Collins

Wydanie: Wydawnictwo Komiksowe, 2015

Podobne posty