Stalowy Gigant

18 lutego 2018

Po raz pierwszy mówię o animacji, którą po raz pierwszy obejrzałam dopiero teraz, na potrzeby kolejnego filmu. I wyszło na to, że jeszcze nigdy żaden film animowany nie zmasakrował mnie tak emocjonalnie. Czyli dzisiaj omawiam „Stalowego Giganta”.

  • Kapitan

    Megu, a jak to będzie od tej pory z reckami/felietonami w formie pisanej? Strasznie lubiłam Cię czytać, za YT za to nie przepadam, więc zastanawiam się, czy zmiana formatu to już tak na stałe?

    • O to samo chciałam zapytać 😀 Poczytałabym w pracy, a YT już włączyć nie mogę.
      „Stalowy gigant” zaskakuje i faktycznie wylałam przy nim morze łez.

    • Wiecie, nie chciałabym składać żadnych wiążących deklaracji, bo potem miałabym problem, gdybym chciała to odkręcić 🙂 Na chwilę obecną jestem tak wciągnięta w filmy (strasznie mnie to jara i sprawa mnóstwo frajdy), że wszystko, co planuję w najbliższych tygodniach robić sprowadza się do pomysłów na video. Taka wizualna forma daje mnóstwo możliwości na przekazanie ludziom tego, co chcę powiedzieć. Więc może od czasu do czasu napiszę jakiś tekścik, ale w tym momencie skupiam się na filmach – zobaczę, co będzie w przyszłości.

  • Filip Paszkowiak

    Jestem ciekaw jaką jeszcze animację weźmiesz pod lupę.

Podobne posty