Co kot naklikał, czyli dobre treści z sieci #2

9 kwietnia 2017

Wciąż jeszcze można się podpiąć pod niedzielne lenistwo, więc dla zrelaksowanych i tych leżących do góry brzuchem mam najnowszy zbiór linków naklikanych przez kota. Tak jak w poprzedniej edycji cyklu, zebrałam dla was same internetowo-herbaciane listki z czubka krzaczka i serwuję content najwyższej jakości, 100% arabica.

Lubicie komiksy erotyczne? Nie ma się czego wstydzić – Megu lubi i czyta, choć nie uważa się za wielkiego konesera gatunku. Z komiksem erotycznym wiąże się jednak pewien problem – tworzą go praktycznie wyłącznie mężczyźni, a historii pisanych przez kobiety i przedstawiających wiarygodną kobiecą perspektywę ze świecą szukać. Nawet największy sukces wydawniczy ostatnich lat, czyli Sunstone, choć opowiada o miłości dwóch kobiet, wciąż pozostaje komiksem stworzonym przez mężczyznę. Jeśli więc odczuwacie głód kobiecej erotyki w komiksie, ucieszy was informacja, że powstaje antologia erotyków pisanych i rysowanych przez kobiety, której wydanie można wesprzeć na Kickstarterze (zbiórka już się skończyła, ale wciąż możecie zamówić własny egzemplarz. Poza tym komiks wyda Kultura Gniewu). Autorki nie chcą ograniczać swoich odbiorców i zapewniają, że ich praca skierowana jest zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Obiecują za to, że w ich komiksach znajdziemy świeże spojrzenie na seksualność w ujęciu komiksowym, afirmujące kobiecy punkt widzenia. Z wywiadu dla Gazety Wyborczej dowiecie się, co autorki myślą o swoim projekcie, branży komiksowej i współczesnym podejściu do seksu. Jeszcze jeden bardzo ciekawy wywiad znajdziecie w Dwutygodniku.

Istota komiks


Remigiusz mróz enklawaNa polskim rynku wydawniczym gruchnęło wieścią, że pierwszy samiec rozpłodowy polskiego kryminału Remigiusz Mróz nie dość, że rodzi te swoje powieści jak króliczyca, to jeszcze dorabiał sobie na boku inną serią pisaną pod pseudonimem (osiem książek wydanych w 2016 roku. OSIEM. Powinien wziąć Katarzyną Michalak pod rękę i odtańczyć z nią poleczkę). Problem polega na tym, że udawanie pisarza z Wysp Owczych pochodzenia polsko-farerskiego sprawiło, że pod przykrywką eksperta od naturszczyków Mróz wciskał czytelnikom ściemę o lokalnych mieszkańcach. Na blogu Leona Zabookowca przeczytacie tekst analizujący całą sytuację i próbujący odpowiedzieć na pytanie, czy Mróz potraktował swoich czytelników fair. Zważywszy na mnóstwo osób, które poczuły się oszukanie ujawnieniem prawdziwej tożsamości Ove Løgmansbø, jest to kwestia dyskusyjna. Tym bardziej, że w tłumaczeniach Mróz porównuje się do pisarzy wielkiego kalibru, którzy również uciekali się do pisania pod pseudonimem – Kinga i Rowling. A umówmy się, że do nich Mrozowi jeszcze daleko.


Aladdin disney castingOstatnie dość niepokojące doniesienia na temat castingu Shanga Chen Honghuiego w Mulan zaprowadziły mnie na stronę z ogłoszeniami castingowymi do filmów Disneya. Okazuje się, że Movie Casting Call to nie tylko miejsce z suchymi informacjami na temat pożądanego wyglądu statystów do pięciosekundowego ujęcia w Infinity War, ale również całkiem interesujący zbiór porad i przemyśleń profesjonalnych castingowców na temat ich branży. Administrator strony, Alan Bates, publikuje na niej porady dla tych, którzy marzą o wielkiej karierze w Hollywood, opowiada o zawodzie specjalisty od castingów albo o tym, jak zdobyć agenta. Dla mnie bardzo ciekawym wątkiem jest tu na przykład odpowiedź Alana na oburzone komentarze osób, które chciały się zgłosić na casting do Aladdyna, ale nie mają bliskowschodniej urody (W skrócie? „Be realistic about your ethnicity”, hihi). No, a poza tym cała strona jest oczywiście kopalnią potencjalnych plotek na temat przyszłych filmów Disneya, bo w końcu ileż to domysłów można wysnuć z jednego newsa o naborze do statystów w Black Panther.


dwutygodnikMożecie o tym nie wiedzieć, ale dopóki dwa miesiące temu nie zmieniłam pracy i nie wróciłam do biura, przez prawie trzy lata pracowałam zdalnie z domu. Przyznaję, że nie jest to praca dla każdego, a sama w pewnym momencie stwierdziłam, że nadszedł czas na zmianę, bo naprawdę zaczynam dziwaczeć. Wspominam o tym, ponieważ w najnowszym Dwutygodniku znajdziecie rewelacyjny tekst Łukasza Najdera o tym, jak wygląda praca z domu. Jeśli akurat nie należycie do tej grupy szczęśliwców/nieszczęśników (różne opinie na ten temat się spotyka), którzy pracują z domowego zacisza i najdzie was ochota przeczytać artykuł w biurze, to trzymajcie się mocno krzesła, bo można z niego spaść ze śmiechu. W ogóle to polecam wam całe nowe wydanie Dwutygodnika, ponieważ znajdziecie w nim całe mnóstwo naprawdę świetnych tekstów o kulturze, społeczeństwie i polityce. Zachęcam, aby zaglądać do nich częściej.



SmashI na koniec coś w lengłydżu. Pamiętacie taki serial Smash? Ta muzyczna produkcja opowiadająca historię powstania fikcyjnego musicalu o życiu Marylin Monroe miała być bardziej dojrzałą odpowiedzią na falę popularności Glee. Serial zdobył całkiem sporą popularność i stał na bardzo wysokim poziomie – mógł się na przykład pochwalić całkowicie oryginalnymi piosenkami. Niestety na przełomie pierwszego i drugiego sezonu NBC zwolniło showrunnerkę serialu – Theresę Rebeck. Dalszą część historii znacie – poziom spadł na łeb, na szyję i Smash został zdjęty z anteny dożywając dwóch sezonów. Wiele mówiło się o atmosferze towarzyszącej zwolnieniu Rebeck, jak i o samej twórczyni serialu. Sama pamiętam, że główny ton narracji w mediach był raczej utrzymany w klimatach oskarżania showrunnerki o autorytaryzm i ignorowanie krytyki. Tymczasem na EW możecie przeczytać fragment jej eseju, który rzuca trochę inne światło na całą sytuację. Autorka analizuje w nim całą swoją karierę w kontekście pozycji kobiety w przemyśle rozrywkowym i, oh boy!, jakże smutny jest to obraz. Bardzo polecam, zwłaszcza tym, którzy tęsknią za Smash.

Podobne posty